Read 5. "Jacy faceci cię pociągają?" from the story 50 Twarzy Lendera by kc_szej ( Zuzia ) with 44 reads. lil, zabawne, pobożność. -AWWWWHWWHHHHHHH- ziewnęłam Pieprzenie i wanilia. Tinder na wakacjach - Jędrusik Joanna, w empik.com: 34,90 zł. Przeczytaj recenzję Pieprzenie i wanilia. Tinder na wakacjach. 50 TWARZY GREJA Mp3 Download (2.17 MB), Video 3gp & mp4. List link download lagu Mp3 50 Twarzy Greja (02:22 min) gratis, cepat dan mudah. You can streaming and 50 twarzy, 50 twarzy graya, 50 twarzy greya, chcę więcej, cytaty, fragment 50 twarzy greya, fragmenty, warkocz 50 twarzy greya. warkocz » 50 twarzy Greya | Fragment | Robię co mi każe Posted by : Pięćdziesiąt twarzy czwartek, 20 czerwca 2013 Posted by : Pięćdziesiąt twarzy piątek, 7 czerwca 2013 Zostawiam swój podpis na wykropkowanej linii obu kopii i oddaje mu jedną. Składając drugą, wkładam ją do mojej torebki. UPC 9788366232167 50 Twarzy Tindera - Joanna Jędrusik info, barcode, images, GTIN registration & where to buy online. „50 twarzy Tindera”, Joanna Jędrusik. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Jeśli czytasz teraz ten tekst, bardzo prawdopodobne, że zetknęłaś lub zetknąłeś się z Tinderem choćby raz. Pamiętam, gdy Tinder był dopiero nowinką – dziś rzadko spotykam osoby, które nigdy z niego nie korzystały. 50 twarzy Tindera. Jędrusik Joanna. 26,45 zł że będzie to bardziej pokazanie pracy "od kuchni" osób trudniących się pracą w klubach niż jeden fragment „Polecam koledze, który planuje zostać psychoterapeutą, żeby założył Tindera, na żadnych praktykach nie znajdzie takiego materiału do obserwacji. Książka Zderzenie czołowe. Historia katastrofy pod Szczekocinami autorstwa Bartosz Jakubowski, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 28,73 zł. Przeczytaj recenzję Zderzenie czołowe. Historia katastrofy pod Szczekocinami. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze! iLiQU. Wciąż nie milkną echa głośnego dokumentu Netflixa o pochodzącym z Izraela mężczyźnie, który przez lata wyłudzał od niczego nieświadomych kobiet pieniądze. Dzięki "Oszustowi z Tindera" i historii trzech z wielu zmanipulowanych kobiet, świat dowiedział się o Shimonie Hayucie. Antybohater hitowej produkcji przedstawiał się w sieci jako Simon Leviev, syn właściciela diamentowego biznesu. Nazwisko mężczyzny w mgnieniu oka zostało owiane złą sławą, nie przeszkodziło mu to jednak w dalszym prowadzeniu wystawnego życia. Co więcej, oszust nie musi martwić się również o brak szczęścia w miłości, ponieważ w korzystaniu z wszelakich luksusów towarzyszy mu izraelska modelka Kate właśnie z nową ukochaną u boku Leviev udzielił wywiadu Inside Edition, aby zaprezentować swoją wersję wydarzeń i oczyścić z zarzutów swoje imię. W zapowiedzi rozmowy z dziennikarką "bohater" dokumentu przekonywał, że jego celem było jedynie znalezienie w aplikacji randkowej drugiej połówki. O szczerych intencjach mężczyzny przekonywała jego partnerka, która podczas wywiadu całowała go w usta i zapewniała, że "jest on największym dżentelmenem na świecie".Zobacz także: "50 twarzy Tindera". Bez ogródek napisała o aplikacji randkowejNiedawno do sieci trafił dłuższy fragment wywiadu z tinderowym manipulatorem, w którym Leviev uporczywie zaprzecza wersji byłych partnerek, przekonując, że to im zależało na utrzymywaniu kontaktu:Byłem zaskoczony tym, ile dziewczyn chce ze mną być i ile z nich chciało podróżować, aby spotkać się ze mną bez wcześniejszego poznania. Nie jestem tym potworem, na którego wszyscy mnie wykreowali - bronił się. Mężczyzna podkreślił także, że nigdy nie podawał się za "księcia diamentów", a swoją fortunę zdobył dzięki inwestycji w kryptowaluty:Faktycznie jestem biznesmenem. W 2011 roku zainwestowałem w bitcoin, który wtedy nie miał żadnej wartości, a nie muszę mówić, ile wart jest aktualnie - opowiadał i po raz kolejny zapewnił o swojej niewinności:Nie jestem oszustem i nie udaję kogoś, kim nie jestem. Ludzie mnie nie znają, więc nie mają prawa mnie oceniać - rozmowy włączyła się także jego siedząca obok ukochana, która wstawiła się za Levievem i wyraziła niedowierzanie co do krążących w mediach zarzutów:Jak ktoś może wymyślać tak nieprawdziwa historię? - dziwiła się izraelska modelka i dodała, że Simon nigdy nie próbował pożyczać od niej w jego słowa?Zobacz także: Alleged ‘Tinder Swindler’ Simon Leviev: ‘I’m the Biggest Gentleman in the World’Oceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze jak można tak wymyślać?!? Dziewczyny pokazały tysiące rozmów i nagrania jak je „zmusza” (psychiczne napastowanie, krzyki) do wysyłania pieniędzy, spłacają jego wakacje i szampany, a tu taki brak pokory!!!! Nawet nie przeprosi! Nie spróbuje zarobić i im oddać, oczyścić imię… Bardzo brzydcy ludzieJasne, a świstak siedzi...Nie zdążył od niej pożyczyć to narcyz, oczy bez wyrazu, tam w srodu jest pustka! Bylam z kims takim kiedys. Rozpoznaje na odległość takich typów. Takiego typa nie można mierzyć swoją ludzką miarą. To zombi, ten koleś nie ma uczuć, wyrzutów sumienia, będzie robił z siebie ofiarę. Będzie kłamał w żywe oczy, odwracał kota ogonem, tu nawet dowody nie pomogą. To bardzo ciężki kaliber. Jak najdalej od takichNie zdążył od niej pożyczycNajnowsze komentarze (97)Same się pchają do łóżka, dają kasę a potem płacz. Ale o co komuś chodzi??? Prosił a one musiały dać??? Bo co im zrobi? Kończysz znajomość, usuwasz profil, zmieniasz nr tel czy coś tam jeszcze podawali sobie i żyjesz swoim życiem. A ludzie są naiwni wysyłają kasę kochasiom z własnej woli, dają kasę poznanym w sieci "żołnierzom" "marynarzom" fałszywym policjantom i innym a nie słychać było żeby stali wtedy z giwerą przy łbie... Czyli jednak z własnej woli dajesz obcym kasę a potem pretensje... Ten gość to mega mózg i ja mu biję brawo. Hahaha nie poprosił bo jeszcze za wcześnie. Poczekaj, aż znowu "zagrożą mu jego wrogowie" lub niespodziewanie dopadnie go jakieś życiowe nieszczęście 😂😂😂Ona jest modelka, w Izraelu nie juz ładnych kobiet?zdaje mi się, że tak właśnie wygląda dziś światNo a co tym diamentowym biznesem? Hahahdziwny jest ten świat, koleś jest złodziejem i oszustem, jest z Izraela i nikt na świecie nie wytacza mu procesu sądowego ??? Dlaczego????Ło matko o gustach się nie dyskutuje dla mnie to taki plastuś. Wierz mi chłopie ja też byłam w szoku 😁On sobie może przebić piątkę z wszystko inne, trzeba być fanką takiej urody. Mnie się bardzo nie podoba i nic by mnie nie zachęciło do bliższego obcowania z tym facetem. A nie pomysleliscie, że to aktor Bardzo przykre, jak bardzo powierzchowność może przyciągać … wielkie marki, drogie gadżety i od razu ktoś w naszych oczach staje się bardzo atrakcyjny ..:( -20%Szukasz sensu na jedną noc? A może seksu na całe życie? Polizwiązku z kilkoma fajnymi osobami? Stałej, monogamicznej relacji? Dalej nie możesz znaleźć miłości? A może była, ale się skończyła?Na Tinderze możesz znaleźć to wszystko, a nawet Jędrusik korzystała z tej apki tak intensywnie, że momentami aż bolał ją kciuk od przewijania potencjalnych partnerów. I tylko raz umówiła się na randkę z fanem jej przygody na przemian chce się płakać i wybucha się śmiechem. Nie zdziw się jednak, gdy w przezabawnie opisywanych przez nią randkach, odnajdziesz portrety osób przypominające twoich twarzy Tindera to fascynujący autobiograficzny reportaż o poszukiwaniu bliskości, seksu i sensu, praktyczny poradnik randkowania i obsługi relacji damsko-męskich. Rok wydania2019Liczba stron288KategoriaLiteratura faktuWydawcaWydawnictwo Krytyki PolitycznejISBN-13978-83-66232-29-7Numer wydania1Język publikacjipolskiInformacja o sprzedawcyePWN sp. z faktu -16%-16%Ta książka odsłoni przed Tobą tajniki techniki mien shiang, które długo utrzymywane były w tajemnicy przez chińskich mistrzów. To sztuka czytania z twarzy, czyli rozpoznawania dolegliwości i niedoborów w organizmie. Dowiesz się, co... „Dziewięć twarzy Nowego Orleanu” to wielogłosowa biografia miasta olśniewającego i surrealistycznego, ale też zgnębionego, przez które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dwukrotnie przetoczyły się huragany – Betsy i Katrina. Te... -28%-28%Książkę tą dedykuję wszystkim Paniom i Panom, którzy chcą zachować młody wygląd w sposób naturalny, nieinwazyjny, bez ingerencji igły, skalpela, czy też środków nieubłaganie płynie a nam przybywa lat. Jednak duchem... -11%-11%Szukasz naturalnego sposobu, aby wyglądać młodziej i czuć się zdrowiej? Poznaj jogę twarzy według autorskiej metody Danielle Collins – czołowej ekspertki w tej dziedzinie. To innowcyjny program składający się z ćwiczeń i masażu. Ich... -28%-28%Jeśli boisz się skalpela, uczulają Cię kupne kosmetyki lub po prostu nie masz zaufania do ich składu, to dobrze trafiłaś. W tym poradniku zapoznasz się z praktycznym programem ćwiczeń ujędrniających mięśnie twarzy. To naturalna... Każdy zna jego imię. Każdy myśli, że zna jego historię… Szaleniec? Rozpustnik? Sadysta? A może po prostu cesarz i człowiek o wielu twarzach?Historia osądziła Kaligulę dość surowo. Czy jednak rzeczywiście był tak jednoznacznie... -18%-18%Każdy zna jego imię. Każdy myśli, że zna jego historię… Szaleniec? Rozpustnik? Sadysta? A może po prostu cesarz i człowiek o wielu twarzach?Historia osądziła Kaligulę dość surowo. Czy jednak rzeczywiście był tak jednoznacznie... -18%-18%Po tragicznej śmierci męża Hanna Cudny rzuca wszystko i wraz z dziećmi ucieka na wieś. Ma tu uczyć angielskiego, uprawiać ogród i być szczęśliwa. Szybko jednak się okazuje, że wiejska sielanka to złudzenie: córka Hanny znajduje w... -16%-16%Autorka jest założycielką i główną trenerką klubu naturalnego przywracania młodości Faceday. Opracowała najprostszą i najskuteczniejszą metodę na odmładzanie twarzy za pomocą masażu bańkami. Stanie się on Twoim tajnym, sekretnym... Gdzie dobrym sposobem na podryw jest znajomość historii polskich występów na mistrzostwach świata w piłkę nożną, a gdzie raczej wspólny kurs Uberem share lub umieszczenie w tinderowym opisie słowa "professional"? Joanna Jędrusik, autorka bestsellerowych "50 twarzy Tindera" wraca z nową książką, a jej fragment możecie przeczytać już teraz. Tekst jest fragmentem książki "Pieprzenie i wanilia", kontynuacji bestsellerowych "50 twarzy Tindera". Joanna Jędrusik nie byłaby sobą, gdyby znów nie pisała o seksie i randkach. Tym razem jednak za tło jej pikantnych przygód służą podróże po USA, Peru i Meksyku. Te pełnokrwiste historie z Tinderowych podbojów obu Ameryk czyta się jak powieść przygodową, a przy okazji można zajrzeć do słodko-gorzkiego świata dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków po obu stronach Atlantyku. pieprzenie-i-wanilia Foto: mat. partnera Rano jemy śniadanie na eleganckiej porcelanie w kwiatki, która wygląda jak podp**rdolona z pałacu Schönbrunn. Dość komiczne wrażenie sprawiają na niej jajecznica i tosty. Prawie spodziewałam się foie gras, ortolanów i niewielkich, pięknie podanych arcydzieł kuchni fusion z artystycznymi esami-floresami z sosu wokół jedzenia przystrojonego płatkami kwiatów. Jajecznica jest spoko, Mike przeprasza, jest wyraźnie zażenowany, że nie ma nic innego. W pewnym momencie przerywa jedzenie i wstaje gwałtownie od stołu. – Wiesz co? Jedźmy do sklepu, kupimy coś lepszego! Masz czas? – Jasne. – Zgadzam się chętnie, za granicą zawsze ciekawią mnie supermarkety i lokalne żarcie. Parkujemy po kilku minutach pod dość eleganckim marketem. W środku ładniej niż w Almie, wszystko bio i organiczne, warzywa i owoce pakowane w papier i tekturę, a nie plastik i styropian. Mike bierze mnie za rękę. – Lubisz mango? Mogę zrobić sok. Zanim zdążę odpowiedzieć, wkłada do wózka karton z dwoma owocami. – truskawki? Maliny? Czereśnie? – Lubię. Założył chyba, że wszystkie, więc ładuje po kolei do wózka. Następnie spędzamy dobry kwadrans na wybieraniu serów. A właściwie Mike pyta, pokazując mi kolejne, czy je znam, a kiedy słyszy, że nie, wrzuca tacki z serami do wózka. Potem pora na pachnące pieczywo, pomidory, papryczki („na wszelki wypadek” bierze cztery rodzaje), jajka, jogurty i masę innych rzeczy. Dwie butelki cydru, świeży soku z granatów, japońską wodę mineralną. Mike orientuje się, że nie mamy nic słodkiego. Myślałam, że ma na myśli nutellę, ale gdzie tam. Zgarnia z półki kilka czekolad, babeczki, florentynki z Francji. Ciągle zachęca mnie, żebym wrzucała do wózka to, co lubię, ale nie dość, że nie ma tam niczego, czego nie lubię, to w dodatku tyle tam żarcia, że nie mogę się na nic zdecydować. W końcu zauważam szkockie herbatniki, tryumfalnie przynoszę opakowanie do wózka, akurat kiedy Mike ładuje tam pudełko kolorowych makaroników i długie bagietki. Patrzy na mnie z aprobatą, zadowolony, podchodzi i ogląda paczkę. I nagle kurczy mu się twarz. Wybucha płaczem. Kuca, chowa twarz w dłoniach. O ku**a. Odruchowo klękam przed nim i go obejmuję. – Tylko tego chciałem, tylko tego chcę – bardziej łka, niż mówi. Przez chwilę nie wiem, co zrobić, zakładam, że nie chodzi mu o szkockie herbatniki, na których odkrycie czekał całe życie. Przytulam go delikatnie. – Tylko tego chcę w życiu – mówi, płacząc mi w ramię. – Kogoś takiego jak ty. I żebyśmy mogli chodzić razem do Trader Joe’s. Właśnie stoję twarzą w twarz z kolejnym wcieleniem Potwora Samotności. Czającego się pod każdym łóżkiem, straszącego ludzi niezależnie od płci, rasy i szerokości geograficznej. Takiego, który wcale nie przechodzi z wiekiem, przeciwnie, straszącego dorosłych. Najbardziej nieuchwytnego. Takiego, którego nie pokonają lekarze, nie da się go przegonić pieniędzmi, masą nowych wrażeń, ciężką pracą. Nie da się znaleźć kogoś na siłę. Można mieć pecha i nie znajdować latami. O tym ostatnim wiem więcej, niżbym chciała. Trochę pomaga ten Tinder, w końcu gdyby nie apka, tobyśmy się nie spotkali, każde z nas spędziłoby wieczór w samotności, ja – grając w stare gry albo czytając, Mike – pewnie oglądając designerskie meble w sieci przy dźwiękach Dusty Springfield. – Rozumiem cię. – Nie rozumiesz – łka Mike. – Od dwóch lat nie spotkałem nikogo, kto by spędził ze mną noc, z kim mogłem rozmawiać o Franzenie i Lynchu i z kim byłoby mi dobrze. Może facet ma większego pecha niż ja? Ja spotkałam przecież ludzi, z którymi było mi fajnie. Chociaż to żadne pocieszenie, z żadnym z nich nie wyszło, większość po prostu nie szukała związku, okazywało się, że są alkoholikami, sku**ielami albo że po prostu, po kilku spotkaniach, robiło się nudno. Albo, że widzieliśmy się w przejeździe, przelotem. Właśnie tak może jest właśnie ze mną i Mikiem. Kto wie, czy nie byłoby fajnie? Ale w innym miejscu, w innych okolicznościach. Za dwa dni lecę do San Francisco, przecież nie zmienię planów, bo ktoś się rozkleja nad paczką Walkersów. Mnie też smutno, ale już dawno przestałam przez to płakać. Czasem czuję przeszywający smutek, niech będzie. Ale poza PMS-ami (które rządzą się swoimi prawami) nie zdarza mi się już płakać ze smutku, z samotności. Może dla Mike’a to wszystko zbyt proste? Tak, fajnie nam się gada o literaturze i filmach. Ale to mija. O czym byśmy rozmawiali po miesiącu? Czy gdybyśmy byli blisko, to faktycznie bylibyśmy mniej samotni? Siedzimy pod regałem z ciastkami, wpatruję się w ścianę czekolad Hershey’s, nie ruszamy się, ktoś tu zdecydowanie musi ochłonąć. A ja trochę dla żartu snuję w myślach wizję związku z Mikiem. Albo kilka wizji. Alternatywnych zakończeń, wszystkich całkiem różnych, ale całkiem prawdopodobnych. Na przykład wstajemy z podłogi. Mike mówi, że to bez sensu, że rzućmy wszystko, zostawmy ten koszyk, jedźmy do Vegas i zróbmy to, co ludzie robią w romantycznym szale – ohajtajmy się za osiemdziesiąt dolarów w jakiejś podłej kaplicy. Moja wiza jest ważna jeszcze przez dwa miesiące, ale przecież po wzięciu ślubu mi ją przedłużą. Wprowadzam się do Białego Domku. Co dwa dni jeździmy na zakupy do Trader Joe’s, dwa razy w tygodniu na targ z organicznym jedzeniem. Kupujemy drugą lodówkę, bo w pierwszej się nie mieścimy. Nie mam tu co robić, ciągle jest gorąco, wokół domki jednorodzinne po horyzont. Nie mam prawa jazdy i nie mogę go zrobić, póki nie dostanę prawa pobytu. Uwięziona na przedmieściach Pasadeny, zaczynam kompulsywnie gotować, coś trzeba z tym całym żarciem zrobić. Mike’a nie ma całymi dniami, ale kiedy wraca, jego ukochana żona serwuje mu ośmiodaniowe kolacje przy świecach. Ściągam sobie na czytnik Jadłonomię i przechodzimy na weganizm, gotowanie jest jeszcze ciekawsze, eksperymentuję. Zakładam za domem organiczny ogródek, zaczynam uprawiać swoje warzywa, najpierw zioła i szczypior, potem coraz bardziej się rozpędzam, w tym klimacie wszystko rośnie w mig, przerzucam się na pomidory i cukinie. Biorę się też za hodowanie porządnej marihuany dla Mike’a, ta lecznicza jest dosyć droga, a ja lubię ogrodnictwo. Wydajemy majątek na nasiona, system nawadniający i organiczne nawozy. W wolnych chwilach mam poczucie, że odsuwam się od świata, nie za bardzo widuję ludzi, najwięcej czasu spędzam (nie licząc swojego zapracowanego chłopaka) w towarzystwie pomidorów, blendera, foremek do pieczenia, misek, garnków i kolejnych książek kucharskich. Szybko tyjemy. Oboje. Po kilku miesiącach wyglądamy jak kartofle, Mike nie ma siły ćwiczyć, ja nigdy jej nie miałam. Przestajemy uprawiać seks, on nie może patrzeć na moje wielkie uda, ja nie mam ochoty chodzić do łóżka z typem, który w trakcie poddusza mnie swoim wielkim brzuchem, a tak w ogóle to się boję, że od tego wysiłku je**ie na zawał. Zaczynamy się kłócić. Rozstajemy się w trakcie zakupów w organicznym warzywniaku, rzucając w siebie wyzwiskami i leżącymi pod ręką główkami kalafiora. Wracam z płaczem do Polski, nawet w samolocie jest awantura, jestem tak gruba, że każą mi zapłacić za miejsce obok, bo moja dupa nie mieści się w fotelu. No dobra, przecież nic takiego by się nie stało. Raczej mało prawdopodobne. Ale może inaczej, inna historia. Mówię Mike’owi, że jasne, jest wspaniały, ale mam zaraz lecieć na miesiąc na Alaskę, co zawsze chciałam zrobić. Odwozi mnie na lotnisko, w samochodzie długo płaczemy, bo to aż miesiąc. Na Alasce jest ekstra, ciągle ze sobą rozmawiamy na Messengerze, myślę o nim ciągle. Aż na tydzień przed wyjazdem zapada cisza. Po dwóch dniach Mike pisze, że przeprasza, ale kogoś poznał. Za proste? Ale najbardziej prawdopodobne. A może jeszcze inaczej… Jest idealnie. Zostaję z Mikiem. Dogadujemy się cudownie, poznaję jego rodziców, znajomych. Wszyscy mnie uwielbiają. Kiedy wracam z joggingu, koty witają mnie w progu. Mój wspaniały chłopak kupuje mi rower, na którym zwiedzam okolicę. Uczy się polskiego, żeby mógł rozumieć język, w którym mówi się w moim kraju (na nic tłumaczenie, że wszyscy moi znajomi i bliscy znają angielski). Trzy razy w tygodniu wozi mnie na UCLA, żebym mogła sobie posłuchać fajnych wykładów z socjologii i filozofii. Nadrabiam teksty ledwo ruszone na studiach, pochłaniam kolejne książki – cytując klasyka: bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i, ku**a, jestem jak brzytwa. Na zajęciach, na które chodzę jako wolna słuchaczka, coraz częściej zabieram głos, zaprzyjaźniłam się najpierw ze studentami, a potem z będącymi trochę bardziej w moim wieku adiunktami. Mike cieszy się jak głupi, że mam znajomych, regularnie zapraszamy wszystkich na kolację, Biały Domek huczy od rozmów o tym, czy populizm wykończy świat, o przyszłości demokracji parlamentarnych, czy faszyzm wróci, czy Marks miał rację i czy Hegel jeszcze się w ogóle do czegokolwiek nadaje. Pewnego dnia Mike wraca z pracy jakiś inny. Jest rozdrażniony. Wydaje się, że bez powodu. Pierwszy raz się kłócimy. Pierwszy raz widzę swojego chłopaka wkurwionego, krzyczy i wyrzuca mi wszystko, od tego, że kotka Helen choruje przeze mnie na żołądek (zmieniłam jej karmę), po moje włosy, które znajduje na umywalce. Wyzywa Kemala, Changa i Kate, moich ulubionych znajomych z UCLA od pie**olonych komuchów. Kłócimy się, zasypiam zapłakana na ganku z dopitą w połowie butelką whisky w ręce. Nad ranem budzi mnie Mike, płacze, przeprasza, klęka przede mną, mówi, że nie wie, co w niego wstąpiło. I wszystko wraca do normy. Na tydzień. Mojemu facetowi znowu od**erdala, tym razem wrzeszczy, że jestem taka jak jego matka (Meg, przemiła, zaczytująca się w Jackie Collins ekstrawertyczna księgowa z San Francisco, nie przypomina mnie dokładnie w niczym), że spiskuję z jego siostrami przeciwko niemu, że chcę go omotać i wolałabym mieć męża prawnika. Zwłaszcza to ostatnie byłoby zabawne, gdyby nie okoliczności, w jakich Mike to wykrzykuje. Właśnie rozpieprzył porcelanową żabę o stolik z Fendi Home. Po kolejnej takiej akcji dzwonię do Meg, która natychmiast przyjeżdża z siostrą Mike’a. Opowiadają, że mój chłopak ma mocną dwubiegunówkę i że od dwóch lat nic się nie działo, a teraz najwyraźniej choroba wróciła. Mike trafia na kilka tygodni do zakładu, gdzie faszerują go litem, w tym czasie coraz częściej towarzyszy mi Kemal, który nie może już patrzeć, jak cierpię. Proponuje, żebym nie siedziała sama w Białym Domku i zamieszkała na jakiś czas z nim, jeżdżę od niego codziennie karmić koty. Kiedy Mike wychodzi ze szpitala, jest otępiałym warzywem. A ja nie myślę o niczym innym, tylko kiedy znowu będę się pieprzyć z Kemalem. Taki lajf. Ile takich alternatywnych historii można by napisać? Nieważne. Ważne, że szanse na to, by wyszło z nas cokolwiek mającego szanse na przetrwanie, są bliskie zeru. Ludzie, kiedy się poznają, mają przeświadczenie, że są razem idealni, że powinni wszystko rzucić i być razem na zawsze. Nie znają siebie nawzajem, nie wiedzą nic o swoich rodzinach, historii, chorobach, demonach, które ich prześladują, nie znają nawyków drugiej osoby, małych paranoi, dziwactw, nie wiedzą, że są, według wszelkich reguł prawdopodobieństwa, bardzo niedopasowani jako partnerzy. A próby przeskoczenia tego na siłę kończą się jeszcze większym bólem niż ten, który czujemy przy rozstaniach albo w samotności. Spontaniczne i nagłe decyzje, owszem, uskrzydlają, czujemy, że żyjemy, jakbyśmy pisali własną komedię romantyczną, w której gramy, zapominamy, że ktoś już taką historię wcześniej napisał. A my powtarzamy ją jako farsę. Nie powtarzam farsy, pomagam Mike’owi wsadzić zakupy do samochodu i zamawiam na parking ubera. Co parę miesięcy Mike pisze do mnie na Instagramie. Że miałam rację, że rozumie. I że czeka, gdybym zmieniła zdanie. Przeczytaj także poprzednią książkę Joanny Jędrusik "50 twarzy Tindera": Zobacz także: Co oznaczają te tajemnicze skróty na Tinderze? Pozwalają rozszyfrować, z kim masz do czynienia Nie dajcie sobie wmówić, że seks bez zobowiązań ma coś wspólnego z feminizmem [list] Jak koronawirus zmienił życie erotyczne ludzi na świecie? Maja Staśko przeprowadziła niezwykły eksperyment