Podobné žebříčky jako Filmy o zvířatech. Filmové tipy. Filmy 2000-2009. Filmy 2010-2019. Filmy 2015. Filmy 2016. Filmy 2017. Filmy 2018. Filmy 2019. Filmy
Kolejny film o kosmosie, który po prostu trzeba zobaczyć, doczekał się już statusu klasyka gatunku. Mowa o produkcji z 1968 roku, w reżyserii Stanley'a Kubricka. „2001: Odyseja kosmiczna” to produkcja podzielona na trzy epizody, które rozgrywają się w różnych ramach czasowych i w różnych zakątkach galaktyki.
Z okazji przypadającej w tym roku 80. rocznicy wybuchu II wojny, w Jarosławiu powstaje film dokumentalny opowiadający o życiu codziennym w czasie okupacji niemieckiej, o pierwszych dniach wojny w tym mieście, widzianych oczami ówczesnych dzieci. Premiera planowana jest na 11 września br.
Doświadczeni mężczyźni nie raz zwracają uwagę młodym adeptom trudnej sztuki zwanej życiem, że facet nawet nie zdaje sobie sprawy ile okazji na seks zaprzepaścił. Rosyjskie internautki podzieliły się historiami ze swoich pierwszych (nie zawsze udanych) razów. #1. A może trzeba było od razu na Placu Czerwonym?
Ouça JA.Kobieta#29 O Odzyskiwaniu Czasu, Pierwszych Razach I Dbaniu O Siebie e cinquenta episódios mais de Urzeczywistnij Swoje JA! Podcast Marty Iwanowskiej - Polkowskiej, de graça! Sem a necessidade de instalar ou se inscrever JA.Kobieta#38_O miłości i zazdrości w związkach. O terapii dla par. O tym, czy związki się udają..
Upcoming Komedia movies. Czy 50 Pierwszych Randek jest streamowany? Sprawdź, gdzie obejrzeć online sposród 10 serwisów, włącznie z Netflix, Prime oraz VOD.pl.
Karolina Noga. "Riverdale" (Fot. CW) Za nami finał 6. sezonu "Riverdale" i twórcy po raz kolejny udowodnili, że są w stanie wprowadzić do serialu absolutnie wszystko. Roberto Aguirre-Sacasa skomentował wydarzenia. Parę tygodni temu Roberto Aguirre-Sacasa opowiedział, jak finał 6. sezonu "Riverdale" przygotuje grunt pod ostatnią serię.
Gdy zamkniecie oczy i pomyślicie o Arabii Saudyjskie zapewne zobaczcie to, co ja. Bezkresna pustynia, wypasione suvy, kobiety w abayach i szejkowie palący shishę. I tak przy śniadaniu w hotelu Bristol powitało mnie wielkie zdjęcie niesamowicie zielonych gór. Góry Faifa w Arabii Saudyjskiej, dobrze się zapowiada.
Buprenorfina: opioid o unikalnych właściwościach. Buprenorfina: alternatywa dla metadonu w terapii substytucyjnej uzależnienia od opioidów [PDF] Zastosowanie buprenorfiny w leczeniu depresji lekoopornej – przegląd wyników badań [PDF] Autorskie zdjęcia i filmy związane z substancją Otrzymywanie / pozyskiwanie
Amerykańskie filmy o II wojnie światowej (1 kategoria, 82 strony) Strony w kategorii „Amerykańskie filmy historyczne” Poniżej wyświetlono 200 spośród wszystkich 228 stron tej kategorii.
C4SKpv. Rzecz pierwsza - odnosząc się do posta pod tytułem "Decyzja" postanowiłam nieco zmodyfikować swojego bloga. Okazuje się, że przez ostatni rok zawitało do mnie tylko kilka nowych osób w związku z czym zablokowana będzie tylko ta część dotycząca zdjęć. Tutaj ukłon w stronę Aś - to u Ciebie znalazłam takie rozwiązanie, spodobało mi się ono i postanowiłam pomałpować, za co niniejszym z góry przepraszam. Także jak tylko ogarnę się z tym tematem, roześlę zaproszenia. Rzecz druga - o tych cudnych pierwszych razach będzie. Dziecię moje do tej pory na głos śmiało się tylko w nocy do cycka. Był to taki cudny rechotek przez sen, że aż moje matczyne serce w jednej chwili zamieniało się z stado motyli, a oczy wilgotniały. W sobotę jednak stało się coś niesamowitego - tatuś po całym dniu pracy przyszedł "pogadać" z synkiem. Mały przewieszony przez moje ramię (jego ulubione miejsce do przebywania w ogóle) robił słodkie minki do tatusia i wydawał przy tym swoje ouuuueeeee, gleeeeeeeee, leeeeejeeee i te inne. W pewnym momencie buzia rozciągnęła mu się w mega uśmiechu i Kubuś zaczął się śmiać do taty na cały głos. Śmiał się tak głośno, że aż go babcia usłyszała w drugim pokoju. To było coś o wiele wspanialszego, niż ten słodki rechotek przez sen przy cycku - to był prawdziwy śmiech, taki z radości, dziecka któremu niczego nie brakuje. A moje łzy przy tym?? Oczywiście, że były, bo popłakałam się jak bóbr z tej Kubusiowej radości. Rzecz trzecia - o podniesionym ciśnieniu będzie. Bo wiecie, jak to mawia moja mama - co nie ubije, to nie ujedzie, czyli jeśli czegoś samemu się nie dopilnuje, to się tego ni będzie miało. Otóż odkąd Kubuś przyszedł na świat nie doszły do mnie żadne pieniążki z tytułu macierzyńskiego. W związku z tym, że chorobowe przychodziło tak po miesiącu mniej więcej, a koleżanka mówiła, że pierwsze macierzyńskie otrzymała z prawie dwumiesięcznym opóźnieniem, jakoś się tą zwłoką nie przejmowałam, tylko czekałam. W końcu jednak przycisnęło mnie - kasa potrzebna i tyle - dzwonię do zusu (z małej literki, bo co myślę o tej instytucji, to moje). Tam miła pani poinformowała mnie, że od 15 marca nie wpłynęły do nich żadne dokumenty dotyczące jakichkolwiek świadczeń. Nie wpłynęło więc ani ostatnie zwolnienie od lekarza, ani też dokumenty do macierzyńskiego. Najpierw próbowałam dodzwonić się do szefa, ale była to 8 rano, księgarnia czynna od 9 więc musiałam poczekać. Więc do księgowej - ona pracuje od 7. No ale jej jak zwykle w biurze nie było, a tej jej dziewczyny jak zwykle nic nie wiedzą, i proszę dzwonić jak będzie szefowa. W końcu po kilku próbach poprosiłam, żeby sama do mnie oddzwoniła, bo upolować ją żeby była w biurze graniczy z cudem. W między czasie udało mi się w końcu do szefa do dzwonić i powiedziałam mu w czym rzecz - obiecał wyjaśnić sprawę jak najszybciej. Ok, niech będzie, bo mi kasa potrzebna, Podniesione ciśnienie pomijam. Potem oddzwoniła księgowa, że brakuje jeszcze aktu urodzenia, a tak w ogóle, to te dokumenty chyba zaginęły między księgarnią a biurem, bo ona ich nie widziała. Normalnie myślałam, że krew mnie zaleje. Pamiętając doskonale jaki porządek panuje u szefa w kanciapie, zaginięcie papierów było czymś tak naturalnym, jak ... kupka niemowlaka, że tak powiem. Obiecali rzecz wyjaśnić... Na drugi dzień zadzwoniłam najpierw do zusu - dokumentów nadal nie ma u nich, no to do księgowej. Tym razem rozmawiałam z jakimś teoretycznie zorientowanym dziewczęciem, bo dowiedziałam się, że owszem, dokumenty są, teoretycznie wszystkie i że do końca tygodnia złożą je do zusu. Ok - mówię - będę dzwonić i sprawdzać (zawracać im dupę do skutku - na te słowa pani aż się zjeżyła przez telefon, mówię Wam, aż było słychać). W piątek dzwonię do zusu - dokumentów u nich jeszcze nie ma. Dzwonię do księgowej - one nic nie wiedzą, postarają się złożyć jak najszybciej. Znów telefon do szefa - on po rozmowie z księgową oddzwonił i powiedział, że podobno już złożone więc muszę tylko czekać na wypłatę z zusu. Dziś będę dzwonić znów i upewniać się czy na pewno wpłynęły te dokumenty, a jeśli nie to dalej dupę zawracać. I teraz mi powiedzcie Kochane Moje - mnie obowiązują określone terminy, żeby papiery dostarczyć do pracodawcy, a co on z tym dalej zrobi to już jego sprawa. Gdyby Marek nie pracował i byłyby to nasze jedyne pieniądze to już dawno pomarlibyśmy z głodu chyba. Gdyby w końcu nie zadzwoniła do tego zusu, to nadal nie wiedziałabym co jest grane. Tak czy inaczej sprawa jeszcze nie jest załatwiona do końca, a moje zdanie o pracodawcy zdecydowanie pogorszyło się.
Witam wszystkich gości mojego bloga, którzy natknęliście się na niego szukając doznań estetycznych w stylu retro oraz doznań muzycznych w kolorowej i roztańczonej oprawie. Witam również tych, którzy wpadli tu przypadkiem – mam nadzieję, że zostaniecie na rozmyślałam o odpowiednim wejściu na scenę blogową. Ostatecznie zdecydowałam się zacząć od samego początku, kontynuując już nie chronologicznie, a tak jak mi będzie w duszy grało. Oto jest – pierwszy musical, który rozpoczął moją pasję.„Grease” widziałam po raz pierwszy jako mała dziewczynka. Oglądając go wielokrotnie, aż do dziś, za każdym razem odkrywam ten film na nowo. Od początku miała w tym udział magia – barwne, podszyte nieprzyzwoitą ilością tiulu spódnice wirowały w zwariowanym rytmie rock&rolla, dziewczęta piszczały, chłopcom przychodziły dzikie pomysły do głowy, można było odnieść wrażenie, że Rydell High jest centrum świata. Najważniejszym było kochać, tańczyć, a zwłaszcza – wyglądać. Musiałam się zakochać od pierwszego usłyszenia „Summer lovin’ had me a blast” w tym świecie, który na dodatek zna petticoat!Nie wiem czy jest wiele osób, którym jeszcze nie przydarzyło się widzieć Johna Travolty i Olivii Newton-John jako duetu wszechczasów, ale dla tych narysuję krótko fabułę. Jest to sielska opowieść o nastolatkach (granych przez aktorów, którzy dawno już nastolatkami nie są), co to nie mieli jeszcze okazji zetknąć się z troskami i odpowiedzialnością świata dorosłych. Za wyjątkiem Rizzo, która w przykry sposób dowiaduje się, gdzie się kończy tolerancja otoczenia. Poznajemy grupę Pink Ladies, dla których liczy się wizerunek i zainteresowanie chłopców oraz paczkę T-birds dla której liczy się odpicowana fura i zainteresowanie dziewcząt. Od początku wszystko do siebie pasuje i ostatecznie musi ułożyć się jak w to nie dla wątków fabularnych widziałam ten tak wiele razy, a dla unikatowych (chociaż powtarzanych i parodiowanych wiele razy) scen. Można to przerobić, można to nawet zrobić lepiej, ale nie da się tego podrobić. Mistrzowskie są minuty podczas których widzimy całą ekipę T-birds w garażu, podczas gdy puszczają wodze fantazji i odpicowują zespołową brykę – greased lighting. Wygibasy Johna Travolty – bezcenne. The chicks are cream for grease lighting! Zaś pierwsze miejsce dla utworu muzycznego przyznaję piosence „Worse Things” wykonanej przez aktorkę Stockard przyznać, że na punkcie sceny która najwyraźniej zapisała się w historii nie oszalałam. Mowa o tle do piosenki „You’re the one that I want” (dla utworu uznanie). Sam pomysł tańca w wesołym miasteczku super, ale jednak wszystko to jakieś takie niedopracowane i niedociągnięte. Wystarczyłoby parę więcej powtórzeń, żeby Sandy i Danny lepiej się zsynchronizowali i wyglądało to bardziej naturalnie. Mam wrażenie że realizatorowi za bardzo się spieszyło. Niedawno odkryłam jednak usprawiedliwienie – kręcono to na wędrownym festynie i wszystkich zaskoczyło, że następnego dnia trupa wraz z ekwipunkiem była już w innym mieście. Cóż za organizacja… Jeśli jesteśmy już przy nielicznych wadach musicalu - scenarzystę poniosło z bajecznym zakończeniem, gdzie Danny i Sandy odlatują samochodem między obłoki. Ale to chyba przez kino lat ocena:Styl: 7Muzyka: 9Fabuła: 7Rozrywka: 10W dniu w którym zachłysnęłam się modą retro na tyle, aby podążać jej ścieżkami poszłam po zakupy na nową drogę stylu. Zaowocowało to tą oto bluzeczką w białe groszki i pasującymi kolczykami (czego może nie widać na zdjęciach). Moja stylizacja z tiulową spódniczką inspirowana jest filmem „Grease” właśnie. spódniczka z tiulu - kiedyś sukienka - Allegro bluzeczka w groszki - Orsay kolczyki w groszki - I Am buty na platformach - Street
Cześć kochani :) Lato? TAK!:) W sumie mam wrażenie, że to lato trwa już ze dwa miesiące, ale… lato! W zeszłym tygodniu pożegnaliśmy przedszkole, w sobotę Asi urodzinki, zaraz impreza na placu zabaw dla kolegów… Dzieje się u nas. Pachnie wakacjami. Już w zeszłą sobotę w ogrodzie, zjadłam pierwszą, zaczerwienioną kulkę agrestu. Agrest w czerwcu… Czereśnie w maju... Sezon na truskawki JUŻ się prawie kończy… Spieszy się natura tego roku, oj spieszy. Ciekawe dokąd..;) A ja dziś chciałam o pierwszych razach. O tym, że są najlepsze, niepowtarzalne. O tym że „potem, to już nie to samo”. Dziś bez przykładu, bo tym razem Asia była dla mnie inspiracją, a nie raczej nie będę publicznie opowiadać o jej osobistych lekcjach. Dziś abstrakcyjnie. Ale przyziemnie. I dla Ciebie. Zobacz :) Ile to razy zdarza nam się doświadczyć czegoś, często nawet przypadkiem… I odkryć, że to kochamy. I kombinować, że skoro mieliśmy, robiąc to, takie ekstra doświadczenie, to musimy zrobić wszystko, żeby je powtórzyć. Doprowadzić do niego jeszcze raz. I staramy się odtworzyć wszystkie czynniki, które towarzyszyły temu wydarzeniu. Po czym, wydarzenie dzieje się znowu, a my z zawodem odkrywamy, że „nie było to to samo”. I tworzy się w naszej głowie schemat, że wszystko jest najlepsze tylko za pierwszym razem. Myślę, że można śmiało zrezygnować z tego schematu, bo jest on prawdziwy dla nas, tylko jeśli mu na to pozwolimy. Tak naprawdę każdy raz, może być „jak pierwszy raz”. Jak to osiągnąć? Proste. Ale nie łatwe. Myślę, że wystarczy porzucić oczekiwania co do efektu. Nie dążyć z całych sił, żeby doświadczenie było DOKADNIE TAKIE, jak za pierwszym razem. Nie oczekujmy takiego samego uczucia. To już nie jest to samo doświadczenie. Czas jest inny, okoliczności są inne, i my też jesteśmy inni (jedliśmy co innego na śniadanie, wydarzyły się nam dziś inne rzeczy, czujemy i myślimy co innego, niż za pierwszym razem, itd.). Bądźmy otwarci, że nie musimy wszystkiego tak dokładnie planować, żeby było jak za pierwszym razem. Bo nie będzie, nigdy nie jest. Spodziewajmy się czegoś nowego i zaufajmy, że to będzie ekstra. Jak wiemy, że będzie, niezależnie od naszej kontroli, to możemy tę kontrolę trochę odpuścić. I pozwolić sobie na zaufanie, które z kolei pozwoli na ekscytację, bo wiemy, że każda niespodzianka, która nas spotka, będzie dobrą niespodzianką. Nie dajmy jakimś tam oczekiwaniom blokować przepływu miłości wysyłanej przez wszechświat w naszym kierunku. Pozwalam życiu mnie kochać. Odpuszczam oczekiwania, co do rezultatów, bo wiem, że teraz jest teraz. Zawsze jest teraz. Kocham życie i akceptuję całe dobro, które od niego otrzymuję. Idę do ogródka. Kooocham to lato. Na swój sposób. Uśmiecham się do ciebie, miej EKSTRA dzień <3