Zaraz po porodzie kobiety całą swoją uwagę skupiają na dziecku. Jest to oczywiście całkowicie naturalny i dobry odruch, ale nie można przy tym zapominać o sobie. Jednym z najważniejszych aspektów okresu połogu jest to, co jeść po porodzie, aby odzyskać siły i dobre samopoczucie. Odpowiednia dieta przekłada się na pełnowartościowe mleko matki, którym karmiony jest noworodek. Dobra wiadomość: faza ta szybko mija. Gdy dziecko wciśnie głowę w rozwartą szyjkę macicy, rodząca czuje ból, pieczenie i parcie na odbyt. Niektórym kobietom może się nawet zdawać, że zaraz ulegną rozerwaniu. Obawy te są jednak zupełnie nieuzasadnione – to biologicznie niemożliwe. Po uzyskaniu numeru PESEL oraz aktu urodzenia masz 7 dni, aby zgłosić dziecko do ubezpieczenia zdrowotnego w ramach NFZ. Jeżeli prowadzisz własną działalność gospodarczą, możesz zgłosić się bezpośrednie do ZUS-u, natomiast jeśli jesteś rolnikiem zgłaszasz się do KRUS-u. O zaparciach mówimy wówczas, gdy do wypróżnień dochodzi rzadziej niż trzy razy w tygodniu, a wydalaniu masy kałowej towarzyszy ból i duży dyskomfort. Po porodzie wyznacznik zdrowego wypróżniania wygląda nieco inaczej. Organizm jest wycieńczony i obolały, problemy z wypróżnieniem są zatem zrozumiałe. Przyjmuje się, że kobieta po porodzie powinna oddać pierwszy stolec Po porodzie ciało nie od razu wraca do stanu sprzed ciąży. Nie znaczy to jednak, że młoda mama nie może wyglądać modnie i atrakcyjnie. Oto gotowe zestawy ubrań, za które zapłacisz mniej niż 200 zł. 36-letnia kobieta trafiła w ciąży do szpitala z powodu ciężkiego stanu, do którego doprowadził ją COVID-19. Była w 32 tygodniu ciąży i nie cierpiała na żadne dodatkowe schorzenia. Gdy sytuacja była już nie do opanowania, lekarze na prośbę matki zaczęli ratować dziecko. Kobieta będąc w ciąży nie wykazywała żadnych niepokojących objawów - była w pełni Dokumenty po porodzie dla dziecka. Oto dokumenty po porodzie, które będą przydatne dziecku w przyszłości – warto je przechowywać na przykład w specjalnej teczce, żeby w razie potrzeby łatwo można było do nich dotrzeć. Skrócony akt urodzenia – gdy rejestrujemy dziecko w USC, jeden odpis otrzymujemy bezpłatnie. 21 stycznia 2015, 14:52. sxc.hu Noworodek miał złamany obojczyk i przedramię. Trwa śledztwo w sprawie położnej, która miała potknąć się i upuścić noworodka tuż po jego urodzeniu. Z Za chwilę rodzisz dziecko, zgłaszasz się do lekarza, a podczas badania USG słyszysz, że twój maluszek jest owinięty pępowiną. Z pewnością poczujesz strach, ale czy słusznie? Statystycznie co trzecie dziecko rodzi się z przynajmniej jednokrotnym opętleniem pępowiną, najczęściej wokół szyi. Po porodzie matka nadal potrzebuje natomiast więcej energii na karmienie piersią i zapewnienie dziecku opieki. Jednak jeżeli naprawdę troszczymy się o swoje zdrowie i dobry wygląd, to musimy pamiętać o prawidłowej diecie już podczas ciąży. Okres ten nie jest czasem, kiedy w końcu „można sobie pofolgować” i jeść „za dwóch”. KaqV. Problem ze zrobieniem siku, skurcze macicy podczas karmienia, odchody połogowe, obolałe krocze… Połóg to dla wielu kobiet bardzo trudny czas wypełniony nieprzyjemnymi niespodziankami. By nieco odczarować temat, świeżo upieczona mama Natalia Białobrzeska postanowiła podzielić się z internautkami swoimi „połogowymi przeżyciami”. Natalia Białobrzeska: połóg? To normalne Połóg jest niezwykle wymagającym czasem dla kobiety. To etap, w którym ciało goi się porodzie i wraca do normy po ciąży. Bez względu na to, czy rodziłaś siłami natury czy poprzez cesarskie cięcie, twój organizm musi dojść do siebie. Przez najbliższe tygodnie czeka cię wiele nie zawsze przyjemnych zaskoczeń. By nieco przybliżyć temat, świeżo upieczona mama Natalia Białobrzeska postanowiła poświęcić mu najnowszy wpis na Instagramie. Edukatorka pozytywnej dyscypliny zapewnia, że nie skończy się na jednym poście – pod hasłem „Połóg. to normalne” będzie „dzieliła się swoimi połogowymi przeżyciami” z obserwującymi ją internautkami. Skąd taki pomysł? Natalia wyjaśnia: „Kiedy wpisałam w lupkę hasło: postpartum, wyskoczyły mi te najbardziej popularne (wyszukiwania – przyp. red.) z dopiskiem: body, fitness, weightloss. A tam wiadomo – instabrokat. A ja potrzebuję i szukam równowagi. Żeby to, co dzieje się w tym szczególnym czasie, w ciele i w głowie – znormalizować, mniej się tego obawiać i nieco łatwiej się z tym oswoić”. Połóg – co może cię zaskoczyć tuż po porodzie? Na start idą więc doświadczenia i „niespodzianki”, które mogą pojawiać się zaraz po porodzie, w pierwszych dniach połogu. Natalia zapewnia – TO NORMALNE, ŻE: brzuch może być wielkości ciąży w II trymestrze;odchodów połogowych jest dużo, z czasem coraz mniej;czuć mocne/bolesne skurcze macicy podczas karmienia i potrzebne mogą być leki przeciwbólowe;początkowo można być odzianą w pieluchę;problematyczne może okazać się zrobienie siku;ciało jest w trybie off i pragnie wyłącznie snu albo odwrotnie: czuje się, że góry można przenosić;ciało potrzebuje odpoczynku, czasu i troski;leżąc, można być zlaną potem;krocze jest obolałe, nabrzmiałe i czasem (szczególnie po nacinaniu) trudno usiąść;najkorzystniejszą pozycją połogową jest… leżenie i wstawanie bokiem, jak w ciąży;w drugim dniu po porodzie można odczuwać smutek, tak zwany baby blues;karmienie piersią, choć naturalne, może być bolesne i trudne; uczy się go mama i dziecko. Na zakończenie Natalia wyjaśnia, że wszystkich tych niedogodności doświadczyła przy okazji pojawienia się na świecie trójki jej dzieci (bądź właśnie opisanych trudności doświadcza, jako że czwarta pociecha dopiero co się urodziła). Świeżo upieczona mama dodaje, że na szczęście nigdy nie wystąpiły one w tym samym czasie. Przyznaje też, że z każdą kolejną ciążą łatwiej jest jej zaakceptować własne ciało i to, co się z nim dzieje w tym specyficznym czasie. Dlatego też, by pomóc innym dziewczynom, chce przybliżać zagadnienie, które może być wyjątkowo trudne dla wielu kobiet. „Kilka połogów temu nie potrafiłabym – dla samej siebie – stanąć przed lustrem, jak na tym zdjęciu i być w tym wszystkim, co widzę i czuję, ze spokojem i akceptacją. Moje myśli pędziły w przyszłość, w której wciskam się w dżiny sprzed ciąży i nie widzę drugiego podbródka. A dzisiaj? Widzę i czuję, że jestem wystarczająca, a ten czas jest ważny i nie chce go wyprzedzić. Chcę go przyjąć”. Natalia Białobrzeska – połóg i Drużyna B Natalia Białobrzeska to edukatorka pozytywnej dyscypliny. Mama czwórki wraz z mężem prowadzi fanpage i kanał na YouTubie Drużyna B. Profil Drużyna B na Instagramie obserwuje ponad 15 tys. osób. Znajdziemy na nim obrazy z życia rodziny Natalii oraz – aktualnie – wpisy dotyczące połogu. Mówi się, że lepiej odczekać kilka cykli, ale widziałam wiele kobiet, które zachodziły w ciążę kilka tygodni po porodzie, i nic złego się nie działo. Na pewno warto zadbać o swoją kondycję i dobre samopoczucie (to znaczy np. trochę się wyspać) i prawidłowo się odżywiać. Należy unikać podnoszenia ciężkich przedmiotów i oszczędzać kręgosłup, bo ani on, ani więzadła maciczne (odpowiedzialne za utrzymanie narządu rodnego we właściwej pozycji) nie wróciły jeszcze do stanu sprzed poprzedniej ciąży i łatwo można je przeciążyć. Warto zapoznać się też z technikami prawidłowego podnoszenia ciężarów (piszemy o nich poniżej), to przyda się nie tylko w ciąży. „Boże, to już? Już mi go zabierają? Niby podpisałam papiery, ale… – drżałam ze strachu przed tą chwilą. – Nie oddam go. Za nic w świecie. Słyszy pani? Zmieniłam zdanie. – wykrzyczałam, gdy tylko przestąpiła próg sali”. Byłam o krok od popełnienia największego błędu w życiu. Ze strachu, z powodu braku wsparcia bliskich. W ostatniej chwili na mojej drodze stanął ktoś, kto pomógł mi zrozumieć, jak wielkim darem jest macierzyństwo. Dziś były występy w przedszkolu Najważniejsze, bo pierwsze. Mój Kubuś, wystrojony w kraciastą koszulę i śliczną błękitną marynareczkę, po raz pierwszy wystąpił przed publicznością. Płakałam jak bóbr. Tym bardziej że przedstawienie odbywało się z okazji Dnia Matki i Ojca. Gdy przypomnę sobie, co chciałam zrobić, ciarki przechodzą mi po plecach. Byłam w maturalnej klasie, kiedy zaczęłam spotykać się z Szymonem. Nie zaliczał się do przystojaników, ale miał w sobie „to coś”. Oboje planowaliśmy kontynuować naukę po maturze. Ja chciałam zdawać na filologię angielską, a on do szkoły strażackiej. Niestety, z moich planów nic nie wyszło, bo niedługo po studniówce zaszłam w ciążę. Kiedy zrobiłam test, nie mogłam uwierzyć, że jest pozytywny. Miałam dopiero dziewiętnaście lat! Tyle marzeń i planów… Matura była tuż, tuż, a ja z brzuchem Szymon, cóż, od razu się wycofał. Stwierdził, że nie dorósł do roli ojca, że ma plany. Zostałam sama. Zawiodłam rodziców, bo przecież tak na mnie liczyli. Myśleli, że coś w życiu osiągnę, skończę studia, znajdę dobrze płatną pracę, a tu… Panna z brzuchem, w dodatku samotna. Czułam, że się tego wstydzą. Mieszkamy w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Rodzice zadecydowali, że muszę wyprowadzić się do babci, bo nie chcieli być „na językach”. Koszmar! Dla nich zawsze najbardziej liczyło się, co ludzie powiedzą. Nie miałam wyjścia, musiałam przenieść się do babci, do Warszawy. Ja też nie chciałam tego dziecka, byłam za młoda na macierzyństwo. Marzyłam o studiach, a nie o zmienianiu pieluch. Postanowiłam, że urodzę, ale zaraz potem oddam je do adopcji „Przecież wiele kobiet tak robi” – myślałam wtedy. Ciąża to była gehenna. Czułam się koszmarnie fizycznie i psychicznie. Marzyłam o tym, żeby mój koszmar się już skończył. W maju przerwałam naukę. Ze względu na zły stan zdrowia nie podeszłam do matury. Termin porodu miałam wyznaczony na 10 czerwca. Gdy minął, trafiłam do szpitala na patologię ciąży. Czekałam na poród jak na zbawienie, chciałam to już mieć za sobą. Co jakiś czas widziałam, jak kolejna ciężarna była wieziona na porodówkę. A ja? Bez zmian… Pani psycholog, która do mnie przychodziła, wciąż tłumaczyła mi, że oddanie dziecka do adopcji to bardzo poważna decyzja, której kiedyś mogę żałować. – Nie mam innego wyjścia, rozumie pani? – powiedziałam stanowczo. – Nie mam nikogo oprócz babci, rodzice się ode mnie odwrócili, bo im wstyd przynoszę. Więc jak pani sobie to wyobraża? – Cóż, zdaję sobie sprawę, że jest ci ciężko, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze raz to przemyślisz. Uwierz mi, że warto – podkreśliła z westchnieniem. „Łatwo jej mówić, bo pewnie jest szczęśliwą matką i żoną” – myślałam, gdy opuściła moją salę. Chwilę później do sali weszła kobieta sporo starsza ode mnie. Była w zaawansowanej ciąży. Powiedziała grzecznie „dzień dobry” i zaczęła rozpakowywać swoją torbę. Salowa pomogła jej się rozgościć. Byłam zła, że ją tu przyprowadzono. Wolałam być sama. Wiedziałam, że kobieta mnie obserwuje, ale unikałam jej wzroku. Nie miałam ochoty na rozmowę. Ona jednak sama zaczęła Najpierw wypytała mnie o pobyt w szpitalu, płeć dziecka i termin porodu, potem zaczęła opowiadać o sobie. Nie byłam zbyt uprzejma, ale naprawdę nie miałam ochoty na zwierzenia. Wystarczyły mi rozmowy z panią psycholog. Nowa jednak nie dawała za wygraną: – Jak będzie miał na imię twój synek? – zapytała mnie przy śniadaniu. – Eee, nie wiem… – bąknęłam. – No coś ty, przecież lada moment urodzisz – kontynuowała rozmowę. – Mój mąż wybrał imię dla naszej córeczki, Różyczka. Ładnie, prawda? – ciągnęła, nie zrażając się, że leżę odwrócona plecami. – Tak – odparłam. – A w ogóle to jestem Ewa. Pewnie dziwisz się, że w tym wieku zdecydowałam się na ciążę. Ale to nie pierwszy raz… – powiedziała, a ja nagle usłyszałam ogromny smutek w jej głosie. – To już moja czwarta i ostatni dzwonek na poród. W zeszłym roku skończyłam 40 lat. To cud, że się udało. Nagle zrobiło mi się strasznie głupio, odwróciłam się więc do niej A ona, widząc moje zainteresowanie, kontynuowała swoje zwierzenia: – Pierwszą ciążę poroniłam, nie było szans. Potem, po kilku latach bezskutecznych starań, musieliśmy skorzystać z pomocy specjalistów. Po dwóch latach udało się, zaszłam w ciążę, ale niestety, straciliśmy to dziecko. – Boże… strasznie mi… – wyjąkałam. – Spokojnie, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Jesteśmy dużo silniejsi niż kiedyś. Widać tak miało być. Trzecie dziecko musiałam usunąć. Wywołano mi poród w dwudziestym czwartym tygodniu. To był chłopiec, miał poważną wadę genetyczną. Przeżyliśmy swoje, był moment, że nasze małżeństwo wisiało na włosku. Ale Bóg, z pomocą lekarzy, dał nam jeszcze jedną szansę… Tę właśnie – uśmiechnęła się, dotykając swojego brzucha. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamurowało mnie. I nagle z oczu popłynęły mi łzy. Ewa usiadła na moim łóżku i objęła mnie ramieniem, jakbyśmy znały się od dawna. Rozżaliłam się jeszcze bardziej, bo nie pamiętałam, żeby ktoś mnie tak ostatnio przytulił. – Przepraszam, ale wczoraj usłyszałam przypadkiem, jak rozmawiałaś z psycholożką… – powiedziała. – Nie wiń ani siebie, ani dziecka. Będzie dobrze. Nagle odeszły mi wody Ewa zawołała położną, która przewiozła mnie na porodówkę. Poród przebiegł bez komplikacji, ale ból był koszmarny. – Ma pani ślicznego synka! – krzyknęła położna, gdy już urodziłam. – Chce go pani zobaczyć? – Nie – odburknęłam. Po chwili poczułam jednak ciepło małego ciałka na swojej piersi. Chciałam krzyknąć, żeby go zabrała, ale spojrzałam na malutką główkę i… „To on? Mój synek? – pytałam siebie. Boże, jaki on bezbronny”. Coś we mnie pękło. Przypomniałam sobie Ewę, jej walkę, ból i rozpacz po stracie dzieci. Łzy spłynęły mi po policzkach. Później, na sali poporodowej, pielęgniarka przystawiła mi synka do piersi. Mały zaczął ssać zachłannie, co chwilę przerywał, żeby złapać oddech. Wreszcie usnął. Ja tej nocy nie zmrużyłam oka. Patrzyłam na swojego małego królewicza. Rano przyszła pani psycholog. „Boże, to już? Już mi go zabierają? Niby podpisałam papiery, ale…” – drżałam ze strachu przed tą chwilą. – Nie oddam go! Za nic w świecie! Słyszy pani? Zmieniłam zdanie! – wykrzyczałam, gdy tylko przestąpiła próg sali. – Spokojnie – powiedziała pani psycholog z uśmiechem. – Cieszę się. Jest śliczny. A teraz odpoczywajcie, przed wami jeszcze dużo wrażeń. – Ale co z papierami? – zapytałam. – Z jakimi papierami? – spojrzała na mnie z uśmiechem. – A to były jakieś papiery? – pomachała mi i poszła. A ja zrozumiałam, że mały jest tylko mój, i tak już musi być zawsze. I będzie. Występy dawno się skończyły, a ja nadal płakałam. Wciąż miałam przed oczami obraz tamtych dni, gdy chciałam zostawić Kubusia. Na szczęście w porę się opamiętałam i zrozumiałam swój błąd. Wiem, że żałowałabym do końca życia. Karolina, 23 lata Czytaj także: „Nie zaszczepiłam córki, bo uważałam to za bzdurę. Teraz Martynka leży w szpitalu i cudem uniknęła śmierci" „Byłam sama i bezradna. Musiałam oddać syna po porodzie, bo miałam tylko 17 lat. Niczego tak bardzo nie żałuję” „Bałem się oddać syna do przedszkola. I słusznie. Łukasz zapierał się rękami i nogami, żeby tam nie wracać"